piątek, 3 października 2014

Słów kilka o jedzeniu.

Ostatnio SPALONA ARTYSTKA przedstawiła u siebie na blogu ciekawy tekst na temat zrezygnowania ze śmieciowego jedzenia. Postanowiłam dodać do tego swoje pięć groszy i napisać jak to jest u mnie :)

Myślę, że w życiu wielu osób przychodzi taki moment kiedy zaczyna się myśleć trochę bardziej o własnym zdrowiu. U mnie taka chwila przyszła jakieś dwa lata temu. Nie choruję przewlekle, nie mam też problemów z nadwagą a jednak czułam, że moje nawyki żywieniowe nie należą do najlepszych a i parę zbędnych kilogramów przybyło tu i ówdzie.



Ja osobiście lubię jeść. Uwielbiam dobre domowe obiady, ale swego czasu nie stroniłam od fast foodów, które przyciągały jak magnes. Nie jest łatwo odrzucić szybkie jedzenie na mieście kiedy jest się na zakupach, ale warto spróbować. Nie chodzi o to by od razu zaserwować sobie fastfoodowy odwyk. Ja to robiłam małymi krokami. Najpierw jadłam raz w tygodniu. Robiłam sobie takie "święto" tylko wtedy gdy byłam na większych zakupach. Później raz w miesiącu "na wypłatę" a teraz fast foodów mogę nie jeść wcale. A najpiękniejsze jest to, że kiedy muszę zjeść na mieście bo akurat wiem, że będę dłużej poza domem nie mam już wyrzutów sumienia, tak samo kiedy mam po prostu ochotę na fast fooda :)

Kolejnym grzechem i chyba największym są słodycze. O MATKO Z CÓRKĄ ile ja ich jadłam :) Akurat jeśli o mnie chodzi to największy problem stanowiła czekolada. Właściwie pod każdą postacią. O ile z fast foodami poszło mi szybko to ze słodyczami było już o wiele gorzej. Nie jest tajemnicą, że słodycze uzależniają jak prawdziwy narkotyk i nie jest to też zwykła gadka. Słodycze na prawdę UZALEŻNIAJĄ! Ostatnio oglądałam pewien program, w którym zadano pytanie "dlaczego miód nie uzależnia? Przecież też jest słodki". A no właśnie, nasz mózg lubi wszystko co jest zrównoważone, takie akurat. Miód jest za słodki, żeby uzależnić, a czekolada? W sam raz :)

Do odstawienia słodyczy potrzebowałam silnej woli. Musiałam kompletnie z nich zrezygnować. I znowu przydała się metoda małych kroczków. Nie było łatwo, ale się udało. Najważniejsza była motywacja. Teraz jem słodycze, ale w małych ilościach bo wiem czym może skończyć się obżarstwo. Jak wiadomo gdy jemy coś dobrego to chcemy więcej, więcej i więcej...

Powiem wam szczerze, że stare gadki, że czekoladę można zastąpić owocem ( w które swego czasu nie wierzyłam) są jak najbardziej prawdziwe tylko trzeba spróbować. Ja miałam taki okres, że jeśli nie zjadłam nic słodkiego chociaż raz dziennie to bolała mnie głowa, byłam zdenerwowana a mój ogólny nastrój nie był najlepszy. Zaczęłam jeść masę owoców i udało mi się pozbyć chęci na coś słodkiego :)

Poniżej podaję wam parę pomysłów, które pomogły mi zrzucić kilka kilo i pozbyć się chęci na słodkie i słone.

KOKTAJL Z POMARAŃCZY, BANANA I BROKUŁA


Brzmi niezbyt fajnie? Gdzie tam, jest super w smaku a do tego sycący. Dobra wiadomość dla nielubiących brokuła. W tym koktajlu właściwie go nie czuć. Brokuła gotujemy bez soli. Banana i pomarańczę kroimy i wszystko traktujemy blenderem i koniec :) Szybko, prosto i skutecznie a do tego smacznie. Powstałą papkę można wymieszać z mlekiem i pić lub jeść łyżeczką. Można włożyć do zamrażarki w miseczkach i raczyć się sorbetem. Ja wypróbowałam wszystkie sposoby :)

SOK Z JABŁEK


Jest zdrowy, smaczny i tani! Teraz jabłka są po 1zł za kilo. Z 3kg wychodzi około 2L soku. Idealnie zastępuje niezdrowe napoje gazowane, które też często piłam niestety.

BRZOSKWINIE I NEKTARYNKI

Zjadałam jedną i mijała mi ochota na czekoladę. Na prawdę, potrzeba tylko chęci :)

BROKUŁ, BROKUŁ i jeszcze raz BROKUŁ

Ja uwielbiam jego smak i dodaję go gdzie tylko mogę. Poza koktajlem zjadam go również w pure z ziemniakami oraz z sosem czosnkowym w sałatce z pomidorami, którą mogliście już widzieć o TUTAJ. Brokuł jest zdrowy, ma wiele witamin i powinniśmy go jeść często. Szczególnie, że ma mało kalorii. Poł kilo to tylko 135 kalorii.

CHLEB

Ograniczyłam go jak tylko mogłam. Jeśli już mam chęć na kanapki staram się jeść pełno ziarnisty. Tostowy też kupuję z mąki pełno ziarnistej. Tosty to mój kolejny grzech...a dokładniej roztopiony ser :)

Podsumowując
*Nie dajmy się namówić na diety cud bo takiej nie ma.
*Wszystko trzeba jeść z umiarem.
*Patrzmy na etykiety. Nie jedzmy mięsa oddzielonego mechanicznie (MOM) bo to straszny śmietnik. Parę złoty więcej i mamy prawdziwe mięso a nie pióra, dzioby i cholera wie co jeszcze.
*Czym krótsza lista składników na etykiecie tym lepiej.
*Jedzmy warzywa i owoce.
*Słodycze zjadajmy okazyjnie a fast foody jak najrzadziej się da.
*A do tego wszystkiego dołóżmy jakiś ruch. Ja nie lubię biegać, ale za to uwielbiam jeździć na rowerze :)

Ameryki nie odkryłam, ale to są złote rady, które pomogą wam żyć zdrowo nie odmawiając sobie tego co lubicie najbardziej :) Uwierzcie mi, ja kocham jeść i nie dam się namówić na żaden wegetarianizm. Uwielbiam mięso. Słodycze też, ale w małych ilościach :)

Mam nadzieję, że ten dość długi post pomoże wam zrezygnować ze złych nawyków chociaż w małym stopniu.

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam :)


6 komentarzy:

  1. ja miewem chwilowe "chcenie" na jakies frytki czy chesburgera z McDonalda - wiem że to paskudztwo ale raz na jakiś czas (na pare miesięcy) poprostu mam taką ochotę że sobie pozwalam :P ale tak to jem mało słodyczy, ciast i ciastek praktycznie nie jem bo..nie lubie :), soli nie unikam bo nawet lekarz powiedział mi że przy moim kolosalnie niskim ciśnieniu (ostatnio jak u niego byłam miałam AŻ 90 na 60) sól jest u mnie wskazana bo podnosi ciśnienie; warzywa uwielbiam i jem ich dużo więcej niż owoców, lubie tez wiycisnąc sobie sok z pomarańczy i grejfruta - zwłaszcza zimą :) pychotka

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie raczej się nie przelewało w domu, więc fastfoody były od święta na wycieczce szkolnej. Na studiach też liczyłam każdy grosz, wiec na fastfood decydowałam się bardzo rzadko. I dobrze... Gdyby weszło mi w krew jedzenie śmieciowego jedzenia, to trudno byłoby z tego zrezygnować. W domu też można sobie przygotować podobne jedzenie i jest równie smaczne. Ja bardzo lubię od czasu do czasu zjeść tortillę z mięsem z piersi z kurczaka z warzywami, czy kotlet mielony z bułeczką i warzywami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba jestem szczęściarą, bo do fast foodów mnie nigdy nie ciągnęło i jem może raz na parę lat... Słodyczy nie lubię, bardzo mi nie smakują :P Za to owoce mogłabym wcinać garściami. Idealna też nie jestem, może nie pochłaniam słodyczy, ale moją największą słabością są chipsy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem w stanie rzucić wszystko nawet rzuciłam papierosy co wiadomo są silnie uzależniające ale czekolady a raczej czegoś słodkiego nie mogę rzucić. Słodycze muszę zjeść rano do porannej kawy, później co nieco po południu i koniecznie na wieczór na sen.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przypomniałaś mi coś. Niektórzy jedzą fastfoody codziennie i nienawidzą warzyw i owoców....i niektórzy wierz mi, nie wiedzą, jak wygląda ogórek czy pomidor.
    Tak szczerze mówiąc, to uważam, że niech sobie każdy wcina co chce, ale szkoda najbardziej dzieci, które same lepiej nie wiedzą i jedzą to, co im dają rodzice. Widok kilkulatka z butelką koli jakoś mną wstrząsa, bo w końcu samo sobie to dziecko nie poszło do sklepu i nie zrobiło zakupów.
    Ja lubię gotowe jedzenie, ale jem też 'normalne' i staram się zachować balans. Wiesz co, jeszcze do tej listy bym dodała kurczaki z ferm, szprycowane syfem, szybko tuczone. Rozpoznać można po kościach, a tak w sklepie, to warto patrzeć na skórkę, jak ma takie jakby plamki wypalone, to znaczy, że chory kurczak leżał we własnym moczu, czyli połamały mu się nogi itp., bo był tuczony sztucznie. Jeszcze można patrzeć na GMO. Wiadomo, że szczególnie modyfikowana soja i kukurydza są mega popularne, ale czasami udaje się znaleźć podobny produkt jednak bez modyfikowanych dodatków. Warzyw i owoców nie warto praktycznie wcale kupować w marketach, chyba, że może w dziale z organicznymi produktami. No i jajka też lepiej wybierać od kur, które dziobią trawkę i jedzą robaczki. Co do miodu, to też praktycznie najlepiej taki z pasieki i jeszcze w pobliżu miejsca zamieszkania. Zobacz, jaki świat się zrobił pokręcony?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację i cieszę się, że o tym napisałaś. Jaja staram się kupować te z wolnego wybiegu a najlepiej BIO. Innych nie jem wcale. Na myśl o tym jak te biedne kury się męczą aż mnie skręca. Nie zawsze mam możliwość kupowania warzyw i owoców nie z marketu. Miód uwielbiam i jem go tylko i wyłącznie z pasieki, na te z marketu nawet nie patrzę bo to sama chemia. Niestety zdrowa żywność jest dość droga i przeciętnego polaka z dwójką dzieci zwyczajnie na nią nie stać.
      Z fast foodami też masz sporo racji. Niech każdy je co chce, tylko na prawdę szkoda dzieci, które aż się ślinią na widok coli albo burgera...

      Usuń